Rewolucja bez Magdy Gessler

Uff. W końcu mój mały zdecydował się zjeść więcej niż cztery łyżeczki kaszki mannej. Małymi krokami do przodu.

Dziś pobawiłam się kolorami. Przygotowałam kaszkę manną z sokiem malinowym. Do tego dodałam listki mięty. Postaram się być w tym konsekwentna. Zauważyłam, że ten sposób działa. Pamiętam z dzieciństwa, jak płakałam nad rozgotowanymi ziemniakami. Dlatego z własnego doświadczenia wiem, że warto poruszyć swoją wyobraźnię. Przygotowując atrakcyjne posiłki dla dziecka nie wiem czy znajdę czas, żeby wycinać kwiatki z marchewki czy rzodkiewki. Po prostu będę dobierała tak warzywa, żeby było kolorowo na talerzu. Mam nadzieję, że codziennie będę miała wenę. I będę układała proste obrazki. Na przykład autko z kółkami z plasterków ogórka. Taki pomysł przychodzi mi teraz do głowy.

Wracając do kaszki. To były emocje. Mój mały oczywiście musiał zamoczyć  słodkie paluszki w daniu głównym. Omal nie wyrzucił jego z miseczki. Czujna mama stała na straży.

Miło się robi na sercu, kiedy maluch wcina inne pokarmy. A  nie  w kółko mleko z piersi. Po za tym postęp. Fajnie, że w końcu można dostrzec efekty ciężkiej i monotonnej pracy.

A to standardowa mina przed każdym posiłkiem 🙂

DSC00822_N9_big

Dodaj komentarz