Zabawkowy bałagan

Zaczyna się bardzo niewinnie. Najpierw kupujemy małego pluszowego misia, ale takiego najsłodszego. Bo przecież nasze dziecko jest najsłodsze. Później czekamy tylko na okazję, żeby wydać parę groszy. Na mały samochodzik, laleczkę czy kolorową piłeczkę. Mogłabym wymieniać tak bardzo długo. My ”mamy” lubimy rozpieszczać nasze pociechy. Ale przez to mieszkania zaczynają się niebezpiecznie kurczyć. Ja np. wciąż upycham maskotki do szafy. Naprawdę nie mam co z nimi zrobić. Pokój Filipa wygląda jak mini sklep z zabawkami. Często nie mam jak dojść do przewijaka, bo tutaj leży kolorowa książeczka, tam sześć misiów, a jeszcze gdzie indziej grzechotki i inne ”pierdoły”. Nie mówiąc o tym, że ciągle potykam się o przedmioty. Wtedy wpadam w furię i zaciskam zęby. Przysięgam sobie, że nie kupię żadnej nowej zabawki.

Słuchajcie, a czy aby na pewno dzieci potrzebują tych wszystkich pluszowych przyjemności? Pomyślmy. Mój synek, owszem, cieszy się z nowych zabawek, ale na krótko. Po pogryzieniu jednej grzechotki, przechodzi do drugiej. I tak w kółko. A co sprawia mu prawdziwą radość? Uśmiech pojawia się wtedy, kiedy daję Filipowi metalowe miski i drewnianą łyżkę. Jest zadowolony wtedy, kiedy wiruje pralka. Radość sprawia mu zanurzenie małych paluszków w kaszce. Wniosek. Poruszmy swoją wyobraźnią i zachęćmy dzieci do twórczej zabawy. A zabawki, które nie sprawiają radości, pochowajmy. Po jakimś czasie pokażmy je dziecku. Na pewno będzie wtedy zadowolone, a my zaoszczędzimy pieniądze.

Na koniec mała deklaracja. Otóż postaram się powstrzymać od kupowania kolejnych zabawek. Nie chcę robić zabawkowego bałaganu.

 

Minka Filipa jest dowodem, że im więcej zabawek tym gorzej 🙂

SONY DSC

 

Zacięcie do jazdy w kartonie. To jest to!

 

SONY DSC

 

 

 

 

Dodaj komentarz