Potępienie księdza

Ksiądz , kościół, wiara. Niezachwiane autorytety. Jednak, gdy urodziłam Filipka wszystko się zmieniło. Straciłam szacunek dla kapłanów i dla instytucji kościoła. Wiara natomiast nadal się we mnie tli. Nie zapominam o Bogu. To uważam za cenny dar.

Już wyjaśniam o co chodzi. Jako mała dziewczynka traktowałam kościół jak azyl, schronienie. Księży natomiast miałam za  przyjaciół. Osoby, które są dla ludzi i wśród ludzi. Zmieniłam jednak zdanie, kiedy poprosiłam o chrzest dla Filipa. Ksiądz, którego dobrze znałam, na początku nie wyraził zgody. Pokazał, że jest zawiedziony. Chciał wzbudzić we mnie poczucie winy. Nigdy nie zapomnę tego krzywdzącego spojrzenia i oschłego tonu głosu. Nie traktował mnie i mojego partnera poważnie. Nawet nie przywitał się z moim synkiem. Zachowywał się tak jakby go nie było. A wszystko dlatego, że nie miałam obrączki na palcu. Cały czas nie mogę uwierzyć w brak wyrozumiałości kapłana. Tak jak mówiłam, wierzyłam że będę mogła liczyć na jego zrozumienie.  Chciałam tylko, żeby mnie wysłuchał i ucieszył się, że Filip dołączy do stada owieczek Pana Jezusa.

Chrzciny odbyły się. Ale nawet nie wiecie jaka była atmosfera. Zamiast cieszyć się świętem swojego dziecka, przejmowałam się słowami księdza. Czułam się jak wygnaniec i najgorszy człowiek świata.

Od tamtego momentu miałam uraz do księży. Przestałam uczęszczać do kościoła. A ten fakt był najgorszy. Toczyłam walkę sama z sobą. Czułam lęk przed pójściem do Domu Bożego. To było chore. Rozumiem, że ktoś może bać się pająków, ale pójścia do świątyni? Miejsca gdzie powinnam czuć się swobodnie.

Jednak ostatniej niedzieli przełamałam się. Zapomniałam o potępieniu księdza. Poszłam do kościoła na Suchaninie, gdzie msza prowadzona jest dla dzieci od 0-4 lat. Filipek był pod wrażeniem. Zresztą  tak samo jak ja. Było mnóstwo małych, rozbieganych i szczęśliwych dzieci.  Ksiądz prowadził mszę w przyjaznej atmosferze. Nie przeszkadzały mu krzyki, płaczące niemowlaki i szkraby stające przed samym ołtarzem. Modlitwa była wyjątkowa, każde słowo było otoczone magią. Do tego śpiew. Nie było nadętego wokalu. Brzmiał cały kościół. Nikt nie patrzył się na siebie, jak na dziwaków. Każdy przyszedł tam w jednym celu , żeby być bliżej Boga. A ksiądz pokazał, że kocha dzieci i szanuje ich rodziców.

 

Tort na chrzcinyLato z Filipem

3 Replies to “Potępienie księdza”

  1. Księża, choć spoczywa na nich duża odpowiedzialność, to jednak tylko ludzie. I tak jak każdy z nas popełniają błędy. Postawa kapłana, którego prosiłaś o chrzest dla Filipa takim błędem jest. Niestety, popełnia go wielu z nich. Brakuje im miłości do drugiego człowieka. Na szczęście Bogu tej miłości nie brakuje. I nawet jeśli doświadczysz czegoś tak trudnego, zawsze możesz porozmawiać z Nim, poprosić o wskazówkę, a On ją Ci wskaże. Ale niezbędna jest wiara. Z drugiej strony doświadczenie z kapłanem też może nauczyć Ciebie czegoś nowego, dobrego. Wyjścia do tego człowieka z miłosierdziem. Czy miałaś okazję z nim porozmawiać, upomnieć go w duchu miłości, w cztery oczy. Powiedzieć co Ciebie zabolało. Może nikt do tej pory tak do niego nie podszedł, nie podzielił się uczuciami. A może poprzez taką postawę dotknęłabyś w nim czegoś co pozwoliłoby mu zbliżyć się do Boga i zmienić postawę. Bycie księdzem to trudna rola. Trzeba przylgnąć do Boga i ciągle pracować nad sobą. Jeśli tego brakuje pojawia się rutyna, czasami wyrzuty, aż w końcu kapłan trafia w ciemność.

  2. A to się dołączę do grona potępionych. 🙂 Ja zostałam tak potraktowana, gdy ksiądz na kolędzie dowiedział się, że żyję bez ślubu. A jak się przyznałam, że w ogóle nie chcę wychodzić za mąż mało mnie nie przeklął. Wydawało mi się, że przecież moja miłość jest najważniejsza. Do tej pory tego nie ogarnęłam jeszcze. 🙂
    Tak to jest w tym naszym uroczym świecie. Liczysz się tylko wtedy, gdy robisz to co chcą. Jak tylko przetniesz sznurki i zrobisz coś „niewskazanego” to jesteś skazana na potępienie.
    Najważniejsze jest to co się ma w sercu. A i polecam zakonników. Nie do końca wiem czemu, ale mają w sobie więcej zrozumienia i ciepła dla drugiej osoby.
    Buziaki. ;*

  3. Oj ja miałam trochę inaczej. Mi ksiądz za chrzest synka kazała zapłacić od 500 zł i więcej za to że jestem bez ślubu. Od tamtej pory również nie chodzę do kościoła.

Dodaj komentarz