EnglishPolish

Trzy dni męki

W dniu, kiedy przekroczyłam próg szpitala rozpoczęła się przygoda.  Cesarskie cięcie dało mi nieźle w kość. Znieczulenie powoli przestawało działać. Z minuty na minutę czułam przeszywający ból w brzuchu. Miałam zimne ciało i skołatane nerwy. W sali było dość ciemno. Przyjemnie. Na szczęście oprócz mnie w pokoju była tylko moja mama i mój synek. Choć przez chwilę mogłyśmy cieszyć się chwilą. Pielęgniarki dały nam czas na oswojenie się z sytuacją.  Towarzyszyły mi różne uczucia. Od szczęścia do strachu. Cieszyłam się, że poród miałam już za sobą, a także, że Filip jest obok mnie. Bałam się przede wszystkim bólu. Nie chciałam też zostać w pokoju sam na sam z malutkim dzieckiem. Świeżo zrobiona rana sprawiała, że nie mogłam na początku przewijać synka. Nie mówiąc o przytulaniu, czy karmieniu. Cesarskie cięcie to wg mnie istne piekło. Najgorsze jest to, że szybko trzeba zregenerować siły. Nie miałam taryfy ulgowej. Na brzuch kładli mi ciężki worek z piaskiem. Po 8 godzinach kazano wstać i wziąć prysznic. Wstanie z łóżka było najgorszym momentem. Przełomowym. Położna dała mi drabinkę, po której miałam wdrapać się do góry. Szczebelek po szczebelku wstawałam do pozycji siedzącej. Wykonywałam powolne ruchy. Cierpienie się pogłębiało. Mówiłam sobie „ Natalia musisz to zrobić, nie masz innego wyjścia”. Walczyłam z ciałem i głową. W końcu usiadłam. Ubranie po porodowe miałam we krwi. Za mną leżała inna kobieta, która urodziła bliźniaki. Wstydziłam się przed nią zrobić cokolwiek. Idąc do łazienki patrzałam czy spogląda na mnie. To było upokarzające. Z drugiej strony byłyśmy w takiej samej sytuacji. Ja w nieco lepszej. Dlatego, że byłam od niej o krok dalej. Później okazało się, że połączyła nas przyjaźń. Razem byłyśmy w tej najważniejszej chwili życia każdej kobiety. Wracając do mojej stabilizacjiJ W łazience odświeżyłam się i ubrałam czystą piżamę. Poczułam się jak nowonarodzona. Dosłownie. Brzuch nie dokuczał mi już aż tak bardzo. Poruszałam się sprawniej. Co najważniejsze mogłam w końcu zaopiekować się moim aniołkiem.

W szpitalu spędziłam wraz z synkiem trzy dni.  Czterdzieści osiem godzin zamieniały się w nieskończoną ilość czasu. Noce dłużyły się. Nie zmrużając oka czekałam aż wzejdzie słońce. Odliczałam minuty i godziny do wyjścia ze szpitala. Dla Filipka ważne było, że jestem. Czuł mój zapach, a słysząc głos uspokajał się. Gdy płakałam z bezsilności, on się nie denerwował. Czułam wsparcie z jego strony. To ta miłość, o której mówiono mi przez wiele lat.

Z pobytu w szpitalu zapamiętałam: nie miłe pielęgniarki, które utrudniały mamom życie. Najgorsze były przemądrzałe położne. Suchary, które smakowały jak lody z bitą śmietaną. Śmiania się do łez z Agnieszką. Moją współlokatorką. Satysfakcję, że miałam coraz więcej pokarmu. I mogę nakarmić małego szkraba do syta. Nie zapomnę również tysiąca urywanych telefonów i smsów. Nigdy nie miałam tak wielu nieodebranych połączeń i gratulacji. To było miłe uczucie. Czułam się wtedy wyjątkowo. Zapomnieć nie mogę o pierwszych chwilach z Filipem. Tego jak powoli otwierał oczka, jak karmiłam go piersią i wreszcie, gdy pierwszy raz się uśmiechnął.

IMG_0784_HY_orig

Tagi: , , , ,

Najnowsze wpisy

Strona używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować pliki cookies albo masz możliwość wyłączenia ich w przeglądarce.
Akceptuj
x