Ujemny ładunek optymizmu

Kolejny dzień. Nie tak piękny jak ten przed weekendem. Ale ma coś w sobie. Budzę się. Filip smacznie śpi. Poranna toaleta, śniadanie, buty na nogi, torba w rękę.  Wychodzę na studia. Prawie zapomniałabym o kurtce. Wieje wiatr, ptaki zamilkły, a ludzie schowani są w domach. Gdzie ta wiosna? Mam nadzieję, że niebawem wróci. Moja przyjaciółka skleroza we współpracy z bratem roztargnieniem czasami mi dokuczają. Muszę wrócić po telefon, a mam autobus za minutę. Cofam się do mieszkania. Zabieram to co muszę. Biegnę. Raz, dwa, trzy, hop. Jadę. Wiatr objął w swoje ramiona cały Gdańsk. Na swój sposób jest wyjątkowo. Wysiadam. Mimo zawieji, Pani sprzedaje miód i zachęca do kupna. Pan z tulipanami wymachuje rękoma, gdzieś szczeka pies, ktoś głośno krzyczy. Miasto żyje. Trochę schodków w dół i idę w stronę uczelni. Patrzę, obserwuję, przyglądam się. Widzę ludzi, uśmiecham się do nich. Bez wzajemności. Czuję ujemny ładunek optymizmu. Czarnoskóry mężczyzna w zielonej kurtce z bujną czupryną posuwa się w stronę przejścia dla pieszych. Ma mglisty wzrok. Tak jakby trochę zagubiony. Starsza kobieta w dziwnych butach i polarze ręką trzyma wózek. Ma niemiłą minę. Chyba się zdenerwowała, bo na nią spojrzałam. Przestałam. Bałam się, że mnie pobije. Sarkazm. Obok mnie idzie dziewczyna w pomarańczowym płaszczu. Opatulona szalikiem w białej czapce i rękawiczkami w dłoniach. I małą torebką. Bardzo obrażona. Nikt jej nie powiedział jaka jest pogoda. Też bym się obraziła. Na świat oczywiście. Po drodze wchodzę do kawiarni. Pan w kaszkiecie wpatrzony jest w ekran wyświetlający sportowe newsy. Od czasu do czasu zerka w telefon. Chyba zauważył, że go nakryłam. Uśmiecham się, on niszczy mnie wzrokiem. Jest jeszcze grupa dzieciaków i jakaś para. On rudy, ona wymalowana. Tyle ludzi. Tyle dusz. Tyle osobowości i tyle charakterów. Każdy inny, a jednak wszyscy tacy sami. Wszyscy źli i zdenerwowani. Może to pogoda, a może nie? Życie jest jedno i tylko od nas zależy jak je przeżyjemy.

Więcej uśmiechu i więcej radości 🙂

Dodaj komentarz