EnglishPolish

Uwaga, rodzę!

Filipek

Termin porodu zbliżał się wielkimi krokami. Jednak nie czułam, żeby mój synek śpieszył się na ten świat.
W dziewięćdziesięciu procentach przekonana byłam, że nie urodzę na czas. Oczywiście nie traciłam czujności. Torba do szpitala była przygotowana. Niezbędne dokumenty umieściłam w teczce. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Pozostało tylko czekać.

Sobota pierwsza w nocy. Skurcz numer jeden. Po pół godzinie kolejny. Ból zaczął narastać i  pojawiać się w regularnych odstępach czasowych. W głowie cały czas zastanawiałam się czy to ten moment. O siódmej rano zdecydowałam, że pojadę do szpitala. Zadzwoniłam po mamę, która natychmiast udzieliła mi pomocy. W całej tej sytuacji, jako jedyna, zachowałam spokój, o dziwo. Oddychałam równomiernie. Tak jak uczono mnie w szkole rodzenia. Teza, że tylko spokój nas uratuje w moim przypadku się sprawdziła.

W drodze do szpitala, zastanawiałam się jak będzie wyglądał poród. Czy moje dziecko urodzi się zdrowe. Czy będę miała cesarskie cięcie, a może uda mi się urodzić naturalnie. I najważniejsze, czy pokocham synka tak, jak powinna kochać swoje dziecko każda matka. To była moja największa obawa. Bałam się, że jestem za młoda, żeby dać maleństwu tyle miłości ile powinno dostać. Ja sama jej potrzebowałam.

Dojechałam do szpitala na Zaspie. Opieka medyczna była niezawodna. Szybko zrobiono mi Ktg i Usg. Rozwarcie miałam na dwa palce. W związku z tym, dr Maciej Szemryk, zdecydował zabrać mnie na porodówkę. Od razu również poinformował, że poród będzie wykonywany przez cesarskie cięcie. Dlatego, że noworodek to gigant i nie byłabym w stanie urodzić go drogami natury.

Pogodziłam się z tym. Zresztą nie miałam wyjścia. Skurcze nasilały się. Zadawały większy i  nie do zniesienia ból. Oddychałam coraz szybciej i
szybciej. Wszystkie palce u stóp były zaciśnięte. Mama trzymała mnie za rękę. Widziałam po niej, że martwi się o mnie, a jednocześnie nie mogła się doczekać kiedy zobaczy wnuka. Skrajne emocje na porodówce to chyba normalka. W kolejce do cięcia byłam trzecia. Przede mną na świat przyszły dwie nowe istotki. Po kilkunastu minutach dały o sobie znać, płacząc w niebo głosy. Dźwięki te jednak wzruszają i są niestety ulotne. Jedyne w swoim rodzaju. W końcu przyszła kolej na mnie. Mama została za drzwiami. Ja natomiast weszłam do sali operacyjnej, pełnej rażącego światła. Byłam bardzo skrępowana obecnością  lekarzy i pielęgniarek. Przed którymi musiałam stanąć zupełnie nagusieńka z wielkim brzucholem :)

Znieczulono mnie od pasa w dół. I  po dwudziestu minutach na świat przyszedł mój synek. Nigdy  nie zapomnę uczuć, które towarzyszyły mi w czasie tego wydarzenia. Łzami zalałam cały stół operacyjny. Od stóp do głów drgało moje ciało. Miałam wtedy ochotę wykrzyczeć : KOCHAM CIĘ SYNKU.

W momencie kiedy zszywali mi brzuch, weszła moja mama. Słyszałam, że raz się uśmiecha, a raz płacze. Kalejdoskop uczuć. Mówiła

- Jaki on duży. Najpiękniejszy chłopczyk na ziemi. Jedyny i niepowtarzalny.

Filip miał dużą wagę urodzeniową. Aż 4.680 kg, mierzył 51 cm. Otrzymał dziesięć punktów w skali apgara.

Najcudowniejsza istotka jaką mógł widzieć ten świat :)

Filip Julian ur. 16.02.2013 r.

 

Tagi: , ,

Najnowsze wpisy

Strona używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do Twoich potrzeb. Możesz zaakceptować pliki cookies albo masz możliwość wyłączenia ich w przeglądarce.
Akceptuj
x